TEMAT MIESIĄCA zawiera główną treść gazety artykuły ukazujące wybrane zagadnienie z różnych punktów widzenia.




Temat numeru XXVI (grudzień 2007): CIEKAWOSTKI.
Tematem następnego numeru będzie: REMANENT.


CIEKAWOSTKI.

Nie udało mi się znaleźć definicji tego terminu mimo, iż zabrałem się do szukania z zawziętością definicyjnego nałogowca. Słowo jest widać tak rdzennie polskie, że Słownik Wyrazów Obcych wyniośle się nim nie zajmuje, a i pan Witold Doroszewski ograniczył się do słowa „ciekawy” (interesujący się czymś, dociekliwy, zaciekawiony). Przejrzałem jeszcze parę innych możliwych źródeł, nie znalazłem i w końcu dałem sobie spokój.

W końcu – ciekawostka, jaka jest – każdy widzi.

Ciekawostka pochodzi, oczywiście, od ciekawości. A to właśnie podobno, między innymi, ona (ta bezinteresowna ciekawość właśnie) odróżnia nas od zwierząt. Jest pierwszym stopniem do piekła (inni mawiają – wiedzy). Bywa także motorkiem różnych odkryć i wynalazków (o bardzo różnej pożyteczności, niestety), choć z drugiej strony również plotek, zawiści i innych miedzyludzkich napięć. Ciekawostki zatem, które taki głód informacyjny zaspokajają, są, jak się wydaje, czymś bardzo naturalnym i sięgającym do głębokich warstw naszej świadomości.

Można zapytać, co właściwie jest ciekawostką, a co – nie. Dla przykładu – informacja o tym, że statystyczny obywatel zużywa rocznie półtora kilograma mydła – ciekawostką raczej nie jest. Ale informacja, że zużywa rocznie półtorej tony (lub może półtora miligrama) – już pewnie mogłaby nią być. Widzimy zatem pierwszy składnik – a mianowicie element zaskoczenia. Ciekawostka musi jakoś uderzać w nasz bezwład myślowy. Musi nas wytrącać z błogiej pewności, że coś wiemy. Dla przykładu – wydaje nam się, że o swoim własnym ciele wiemy praktycznie wszystko (przynajmniej na poziomie jego zwykłego użytkowania). Sporym zaskoczeniem jest więc (oto pierwsza ciekawostka), że nie potrafimy się polizać w łokieć. Jako ciekawostkę następną – dodam, że 85% ludzi po usłyszeniu tej wiadomości próbuje ją sprawdzić. Takim zresztą ciekawostkom na temat organizmu jest poświecona cała blisko 500 – stronicowa (sympatyczna, choć niekoniecznie obowiązkowa) książka „Zagadki ciała”, której autorem jest lekarz – dr. Stephen Juan.

Drugim składnikiem ciekawostki – jest obecność w powszechnej świadomości ludzi pewnej „kotwicy”, o którą ciekawostka może się zaczepić. Dla przykładu jeśli przeczytamy, że najmniejszym owadem świata jest Insectus paranoicus vulgaris, żyjący na Wyspach Końca Świata, mierzący jedynie niewiele i ważący zaledwie malutko – może nas to zainteresować. Wszyscy się bowiem z owadami stykamy i wiemy, że są z reguły bardzo małe, a stąd już tylko krok do pytania – który najmniejszy. Nawiasem mówiąc – nie wiem, który owad jest najmniejszy. Największy – to madagaskarski patyczak mierzący ok. 40cm (jak się doczytałem) – i oto „z marszu” – kolejna ciekawostka.

Trzecim składnikiem ciekawostki jest zgodność z zainteresowaniami czytającego. Dla komputerowego geek’a – informacja o nowym typie mikroprocesora może być fascynująca – dla jego narzeczonej – raczej o nowym modelu kapelusza.

Czwartym byłaby pewnie jakaś zgodność z duchem czasu, czy wręcz modą. Po ataku na WTC wielu ludzi chętnie czytało szczegóły dotyczące techniki lotniczej, czy budowlanej. Namiętności, jakie rozgorzały ostatnio wokół modyfikowanej genetycznie soi, spowodowały zainteresowanie ciekawostkami z zakresu biologii. I tak dalej.

I ostatni element – tak prosty, że prawie niezauważalny przez swoją oczywistość – to zwięzłość. Informacja, choćby najbardziej nawet interesująca, ale rozwlekła, czy chociażby obszerna, może kogoś zainteresować, ale ciekawostką się raczej nie stanie.

Są pewnie i inne, ale te wydają mi się najbardziej istotne. To znaczy istotne dla mnie – piszącego ten artykuł, bo dla czytających ciekawostki…

Kto wie…

Może także…?

[mc]



BILANS.

No, więc dobre one w końcu, te ciekawostki – czy złe?

Przyjrzyjmy się im bliżej, zaczynając od zalet.

  1. Pierwsza, i najprostsza – to ta, że nas bawią. Dostarczają miłej, nieszkodliwej rozrywki. Jeśli ciekawostkę zapamiętamy – możemy też nią rozbawić innych, zabłysnąć w konwersacji, stać się duszą towarzystwa etc.
  2. Czasem, nie wiem, jak często – dość banalna ciekawostka potrafi sprowokować do głębszego namysłu. Mnie, na przykład, dość przeważnie idiotyczne rekordy z księgi Guinessa sprowokowały do myślenia, dlaczego w ogóle ludzie takie rzeczy robią, dlaczego jest na nie popyt, czy to zdrowe, czy chore, co można zaproponować w zamian i tak dalej.
  3. Czasem także, ale to pewnie już dość rzadko, zdarza się, że ciekawostka taka pobudzi do sprawdzenia jej wiarygodności, a nawet zdobycia dodatkowej wiedzy. Mnie na przykład ciekawostki o komputerze CRAY nakłoniły do poczytania o samym konstruktorze, jego maszynach, dotarcia do bliższych, bardziej szczegółowych opisów technicznych, a nawet do policzenia paru związanych z tymi komputerami rzeczy.

A teraz ciemna strona:

  1. Większość ludzi po przeczytaniu takiej informacji reaguje jakąś fascynacją typu: „A to ci dopiero!”, lub „No, popatrz ty popatrz, jak to jest!”. Sceptycyzm, rozsadek, racjonalizm jeśli w ogóle przychodzą, to dopiero później. Fascynacja bowiem ma to do siebie, że wyłącza dość skutecznie naszą umiejętność obiektywnej oceny rzeczywistości (nawet przysłowie powiada, że miłość jest ślepa). W przypadku takich błahostek, jak ciekawostki nie ma się chyba czym przejmować, ale mechanizm warto znać.
  2. Przygotowując te artykuły sięgnąłem, miedzy innymi do Internetu, aby znaleźć tam nieco przykładów. Są, rzecz jasna, całe strony poświęcone takim właśnie informacjom – ciekawostkom. Całe długie (bywa, że idące w setki) katalogi krótkich notatek o tym i owym. Zacząłem je przeglądać. Trwało to z pół godziny, może nawet i dłużej, aż w pewnym momencie uświadomiłem sobie, że czytam jedną za druga i właściwie prawie nic mi z tego w głowie nie zostaje. Włączył się system alarmowy. Zacząłem myśleć i pierwsze, co mi przyszło do głowy do skojarzenie z „gumą do żucia dla mózgu” – telewizją. Później przypomniałem sobie książkę N. Postmana „Zabawić się na śmierć” i zawarte tam uwagi o atomizacji informacji (pisałem już o tym w artykule „To tu, a tamto tam…” (AdRem! N° XII). I tu ukazały mi się, z całą ostrością, dwa negatywne aspekty tego rodzaju lektury. Po pierwsze informacje takie nie zostają wciągnięte w żaden spójny system wiedzy. Są więc zarówno łatwo zapominane, jak i też stanowią zbędny balast (szum) informacyjny. W efekcie – to strata czasu. Po drugie zaś w takiej zatomizowanej informacji „nie istnieje sprzeczność”, a więc zostaje uśpiony nasz krytycyzm, a w cięższych przypadkach nawet i rozsądek. O tym warto wiedzieć.
  3. Wiadomości tego rodzaju dają złudne poczucie wiedzy (ten punkt – krótko, ponieważ pozwolę sobie rozwinąć go osobno). Warto natomiast też może tutaj wspomnieć, że większość tego rodzaju „ciekawostkowych” informacji bywa trudna do rzetelnego zweryfikowania, więc ich wiarygodność przeważnie nie jest najwyższej próby.

Jaki więc mamy bilans?

Nic nadzwyczajnego. Umiar, jak zawsze, wskazany.

[mc]



ZŁUDNE POCZUCIE WIEDZY.

Zgodnie z obietnicą rozwijam ostatni punkt poprzedniego artykułu.

Ciekawostki są pewną wiedzą – to fakt. Po przeczytaniu ciekawostki – wiemy już, na przykład, ile wzrostu mierzy sobie najwyższy człowiek świata (obecnie jest to 37–letni Leonid Stadnikow, mieszkaniec Ukrainy; mierzy dwa metry i 57 cm), choć przed chwilą jeszcze tego nie wiedzieliśmy. Nasuwają się tu jednak od razu następujące wątpliwości:

I tu tkwi chyba główna słabość ciekawostek – to znaczy nawet nie w nich samych, a w naszej wobec nich (przeważnie) bierności.

[mc]



SZCZYPTA PRAKTYKI.

Nieco ciekawostek znalezionych tu i ówdzie…

Nie wynika z nich wszystkich żaden szczególny morał – to przecież tylko… ciekawostki.

[mc]



I tylko jeszcze małe post scriptum – jedną z powyższych ciekawostek sam wymyśliłem. Którą – pozostawiam domyślności P. T. Czytelników (rozwiązanie, jak zwykle, w lamusie).