
Udałem się do sklepu z przyborami do pisania etc., żeby kupić nowy wkład do długopisu. Chcąc ułatwić sprzedawczyni zorientowanie się, o jaki model mi chodzi, wyjąłem z długopisu wkład stary i podałem go jej. Sprzedawczyni wzięła go o ręki, oglądnęła, po czym wybrała z półki nowy wkład i wręczyła mi.
Próbowałem umieścić nowy wkład w długopisie, ale nie pasował.
„Nie pasuje” – powiedziałem.
Sprzedawczyni wzięła obydwa wkłady do ręki i odczytała napisy firmowe na jednym i drugim.
„Pasuje – powiedziała. – Firma «Faber»”.
Oddała mi wkłady. Odczytałem napisy firmowe na obu. Rzeczywiście, obydwa były firmy „Faber”. Ale nie były jednakowe.
„Nie są jednakowe” – powiedziałem.
Sprzedawczyni zamrugała powiekami, dokonała wysiłku myślowego, po czym znowu wzięła obydwa wkłady do reki i jeszcze raz starannie odczytała napisy. Oddała mi je z oznakami pobłażliwości dla mojej tępoty.
„«Faber»” – powiedziała.
„Tak, ale nie pasuje”
Sprzedawczyni dając mi do zrozumienia, że jej cierpliwość jest na wyczerpaniu – ostentacyjnie – jak wobec dziecka, któremu pragnie się zamanifestować bezmiar jego głupoty i zawstydzić je - jeszcze raz odczytała napisy.
„«Faber»”.
Położyłem obydwa wkłady przed nią na ladzie, jeden obok drugiego, i wskazałem palcem na ich niejednakowy kształt. Po długiej kontemplacji sprzedawczyni zdjęła z półki kilka rozmaitych pudełek z różnymi wkładami i nieledwie rzuciła mi je w twarz. Drogą prób i błędów wybrałem odpowiedni wkład, którego firmy nie odczytałem, nie będąc tym zainteresowany. Umieściłem go w długopisie, zapłaciłem i opuściłem lokal. Sprzedawczyni wydawała się głęboko zraniona.
Idąc do domu i rozpamiętując to drobne na pozór zdarzenie, doszedłem do wniosku, że było ono konfrontacją dwóch postaw intelektualnych, Postawy empirycznej z idealistyczną. Sprzedawczyni ujmowała rzeczywistość, jako pewną ideę, w tym wypadku ideę „Firmy „«Faber»”. Rozumowała następująco: jeżeli na obydwu wkładach napisano „Faber”, to obydwa muszą pasować. Miała doktrynę, w tym wypadku doktrynę „Firma „«Faber»”. Ja natomiast, zupełnie nie dbając o firmy, interesowałem się rzeczywistością bezpośrednio, bez żadnej doktryny.
Wydarzenie było więc ogólnoludzkie, nie było niczym wyjątkowym i miało charakter typowy. Mieściło się w szerokim, obszernym modelu.
Gdyby sprzedawczyni była młodsza, wróżyłbym jej wielką przyszłość. Ale była osobą starszą, w wieku emerytalnym. Trzydzieści, czterdzieści lat temu była już osobą dorosłą. A że wydarzenie miało miejsce w Niemczech, można przypuścić, że miała wielką przeszłość. To znaczy: jej sposób myślenia zgadzał się doskonale z owa przeszłością, wielką w swoim rodzaju.
„Dialog” 11/1976