ESEJ - zawiera esej (lub eseje) dotyczące przeważnie tematu miesiąca.








Douglas R. Hofstadter.


O LICZBOWYM LETARGU (XII).

Post Scriptum.

Ten rodzaj całkowitego braku wyobrażenia dużych liczb rozciąga się nawet na najwyższe warstwy naszego społeczeństwa. Denis O’Brian, rektor Bucknell University, napisał ostatnio na łamach New York Timesa: „Mój uniwersytet właśnie otworzył, warte wiele miliardów dolarów, centrum komputerowe i szczycimy się tym, że 90% naszych absolwentów potrafi posługiwać się komputerem”. Zaś Associated Press opublikował artykuł, w którym czytamy, że federalny dług Stanów Zjednoczonych osiągnął pułap 1,143 tryliona dolarów, a następnie podaje ostatnią wartość tego długu jako 1,070 241 000 $. W takim razie, po co to całe zamieszanie? Mogły to być i błędy typograficzne, ale nawet wtedy zdradzają one niepohamowaną niekompetencję liczbową naszego społeczeństwa.

Ktoś może pomyśleć, że szukam dziury w całym, lecz jeśli nasze społeczeństwo tak wzdraga się przed wielkimi liczbami, że nawet wiele osób z uniwersyteckim wykształceniem słucha audycji telewizyjnych bez cienia zrozumienia dla liczb, które tam występują, myślę sobie, że cośtam, gdzieśtam poszło całkiem w złym kierunku. Jest to kombinacja bezmyślności, apatii i oporu przeciw nowym pomysłom.

Pewien czytelnik, uciekinier z Polski, napisał do mnie, zarzucając, że w moich studenckich czasach nauczyłem się kilkuset cyfr liczby pi, bez uwzględnienia społeczeństwa, dzięki któremu mogłem pozwolić sobie na taki zbytek. W krajach bloku wschodniego, wnioskował, nigdy nie czułbym się dość wolnym, aby pozwolić sobie na coś tak dekadenckiego [Co to za łajza!? A kto mu bronił uczyć się książki telefonicznej na przykład?! – M.C.]. W moim odczuciu zapamiętywanie pi, nie różniło się zbytnio od innych zwariowanych zabaw, jakim oddaje się dorastająca młodzież w każdym kraju. W ostatniej książce Stephena B. Smitha, pod tytułem „Wielcy rachmistrze” – nadzwyczaj ciekawej książce, nawiasem mówiąc – można przeczytać fascynujące życiorysy ludzi, którzy w liczeniu byli daleko lepsi ode mnie. Wielu z nich wzrastało w ponurych okolicznościach i liczby były ich towarzyszami zabaw, ratującymi życie przyjaciółmi. Dla nich uczenie się pi nie byłoby dekadenckie; byłoby źródłem radości i sensu. Teraz, kiedy czytałem o niektórych spośród tych osób jako nastolatkach, podziwiałem ich, a nawet zazdrościłem im tych zdolności. Moje zapamiętywanie pi nie było izolowanym wyczynem, ale częścią większej kampanii, by sprawniej posługiwać się liczbami, wzorem tych cudownych rachmistrzów. Niewątpliwie doprowadziło mnie do głębszego zrozumienia liczb różnego rzędu, lepszej intuicji i w pewien nieuchwytny sposób, do jaśniejszej wizji tego, do czego są zdolne rządy – tak zachodniego, jak i wschodniego bloku.

* * *

(cdn.)

[mc]