OD RZECZY - Dziwolągi, kurioza, żarty... Krótko mówiąc - gabinet osobliwości. Dział o charakterze rekreacyjnym.

Powoli (niestety) zbliżam się już do końca prezentacji mozartowskich cacek. Zostały mi jeszcze dwa – przynajmniej dokąd nie wyruszę na następny połów do Salzburga. Najlepsze, jak obiecałem – na koniec, zaś w tym numerze dla nabrania rozpędu przed finałem dwa zdjęcia dotyczące Mozarta jako skrzypka (jakim w rzeczy samej także był). Kto się jednak uważniej przyjrzy – dostrzeże w nagrodę jeszcze jeden wspaniały szczegół, a mianowicie, że Mozart był mańkutem, co można wnosić z tego, iż trzyma smyczek i skrzypce odwrotnie, niż jest to normalnie przyjęte. Nawiasem mówiąc nie wystarczy tylko zamienić ręce. Jeśli już ktoś chce grać „odwrotnie”, musi także zamienić kolejność strun. Nie wiem, szczerze mówiąc, jak było w czasach Mozarta. Dziś jednak, w typowych orkiestrach filharmonicznych, taka odmienność jest niedopuszczalna. Dość zagadkowy jest też fakt, że wykonawca stoi na otwartych nutach. Co prawda muzycy mają taki przesąd, że kiedy nuty upadną, należy je przydepnąć, nim się podniesie. Lecz, o ile wiem, przesąd ten jest znany raczej tylko w Polsce. O co więc tutaj chodzi – nie wiem.

A zatem pełne bezpretensjonalnego wdzięku figurynki przedstawiające Mozarta grającego na skrzypcach:


oraz oryginalne skrzypce Mozarta (i to wcale nie tak drogo, zwłaszcza, że ze smyczkiem, futerałem i pozytywką w tej cenie!):


Aha, i jeszcze jedno – ręczna, austriacka robota!

Ciąg dalszy (i to jaki!) – niewątpliwie nastąpi…

[mc]