DYSKUSJA - zamieszcza głosy Czytelników (jeśli zechcą je nadesłać). Reguły udziału w dyskusji znajdują się w stopce redakcyjnej.






DYSKUSJA /wątek: NIENAWIŚĆ/



Z Agnieszką Smoczyńską wymieniłem następującą korespondencję:

Szanowny Panie Redaktorze,

W ostatnim numerze moją uwagę zwróciła kwestia nienawiści. Nie mogę się zgodzić z kilkoma uwagami na jej temat. Być może mało jeszcze w życiu przeszłam :) Chodzi na przykład o założenie, że nienawiść sama w sobie nie jest zła, złe są jej przyczyny, fakt, że istnieją. Nie do końca mogę się zgodzić z tym stwierdzeniem, często, bowiem, spotykam się z przypadkami, kiedy jakaś osoba, dobra i życzliwa, jest nienawidzona przez kolegów ze szkoły czy też znajomych z pracy tylko dlatego, że są zawistni. I powodem tej nienawiści jest właśnie to, że jest lepsza, mądrzejsza. Czyli usunąć przyczynę w tym wypadku znaczy poprosić, żeby udawała troszkę głupszą? Jeżeli chodzi o to, że nienawiść jest uczuciem, które ma nas o czymś informować, również nie do końca mogę się z nim zgodzić. Wydaje mi się, że "kalecy" bylibyśmy bez strachu, który informuje o niebezpieczeństwie czy zagrożeniu, bólu mówiącego o tym, że coś złego dzieje się z naszym organizmem, czy niechęci (nie nienawiści), informującej nas o tym, że ktoś może nas skrzywdzić. Nienawiść zaś nie jest uczuciem informującym, ponieważ nie ostrzega nas przed niczym, a jest reakcją na coś, co się już stało. Rozumiem, że zdarzają się w życiu sytuacje, które sprawiają, że człowiek zaczyna kogoś nienawidzić. I ta nienawiść często jest zrozumiała. Ale nie zmienia to faktu, że nigdy nie jest uczuciem w żaden sposób pozytywnym czy korzystnym. Zawsze jest destrukcyjna. Niszczy osobę nienawidzącą, odbiera radość życia, sprawia, że człowiek staje się zgorzkniały. Przynajmniej mnie się tak wydaje.

Jeżeli zaś idzie o ludzi wierzących i o to, czy łatwiej jest im krytykować nienawiść... Cóż, człowiek jest tylko (aż?) człowiekiem i bez względy na to czy jest wierzący, czy nie, ma naprawdę niewielkie możliwości wpływania na swoje emocje (zwłaszcza te silne). Poza tym, nie wydaje mi się, żeby człowiekowi wierzącemu było łatwiej "rezygnować z nienawiści" niż tym, którzy po prostu kierują się jakimiś zasadami moralnymi czy etycznymi.

Nie wiem jak o było z odczuciami Polaków w stosunku do okupujących kraj Niemców, chciałabym jednak wierzyć, że tym, co powodowało, że stawali w obronie kraju były: miłość do Ojczyzny, poczucie niesprawiedliwości i tęsknota za wolnością i pokojem - nie nienawiść. Nie przeczę, że Polacy nienawidzili Niemców, uważam jednak, że nie to było "siłą napędową ruchu oporu". Była to naturalna odpowiedź na krzywdy, jakich doznali ze strony Niemców. Niemców, którzy ich nienawidzili. A nienawiść rodzi nienawiść.

Jeszcze dwie uwagi - do przykładu z dziećmi i patykiem:

  1. To, że dzieci kłócą się o suchy patyk nie ma nic wspólnego z nienawiścią.
  2. Ciekawe czy zareagowałyby równie spokojnie, gdyby przedmiotem kłótni był znaleziony banknot 200 złotowy. Nie zawsze usunięcie przyczyny się sprawdza.

Serdecznie pozdrawiam,

Agniesia.


Droga Agnieszko,

Przede wszystkim – dzięki za uważną i krytyczną lekturę.

Obawiam się, że „artykułu doskonałego” nie da się chyba w ogóle napisać – zawsze znajdą się jakieś niedociągnięcia, niewłaściwe proporcje, czy złe rozłożenie akcentów. List Twój wytyka słusznie pewne myślowe skróty, jakie się w artykule znalazły. Mimo to sądzę, że po dodaniu następujących uzupełnień, główna teza artykułu może pozostać niezmieniona. A zatem:

  1. Czyli usunąć przyczynę w tym wypadku znaczy poprosić, żeby udawała troszkę głupszą? Tu właśnie był pewien skrót myślowy. Otóż nienawiść (by tak rzec) może „chodzić dość krętymi ścieżkami”. Zdarza się także, że ludzie (zwłaszcza z poczuciem bezsilności) kierują nienawiść przeciw samym sobie (co, rzecz jasna racjonalnym nie jest, ale psychologicznie da się zrozumieć). Twój przykład – to właśnie taki przypadek. Sądzę, że źródłem nienawiści jest tu nie tyle „lepszość” osoby znienawidzonej, co wściekłość z powodu własnej „gorszości”. Toteż usunięciem przyczyny byłoby dorównanie temu, z kim się rywalizuje. Zdarzył mi się nawet w życiu taki przypadek, choć mogę tu raczej mówić o niechęci, niż o nienawiści. Sprawa rozwiązała się tak, że mój rywal wycofał się z konkurencji. Reasumując – usunięciem przyczyny nie będzie tu „zgłupienie” mądrzejszej osoby, tylko „zmądrzenie” głupszej (zazdrosnej).

  2. Nienawiść zaś nie jest uczuciem informującym, ponieważ nie ostrzega nas przed niczym, a jest reakcją na coś, co się już stało. Nie napisałem, że ostrzega, a tylko, że informuje – to nie to samo. Wcale też nie ma ostrzegać, a tylko informować o niekorzystnej sytuacji. Przecież ból też nie ostrzega o skaleczeniu, tylko informuje, że jest dziura i trzeba tamować krew. Oczywiście ból, strach i nienawiść mają nieco różne charakterystyki, niemniej jednak wszystkie występują po niekorzystnym bodźcu. Zauważ, że strach też! Możemy się bać prądu elektrycznego dopiero wtedy, kiedy już nas kiedyś kopnął. Nienawiść informuje nas o tym, że w naszym otoczeniu jest osobnik, który może nam zagrażać. Przypominam, że możemy się mylić i myśleć nieracjonalnie – mechanizm pozostaje.

  3. "Ale nie zmienia to faktu, że nigdy nie jest uczuciem w żaden sposób pozytywnym czy korzystnym." Jest korzystna w takim sensie jak i ból. To znaczy informuje nas, że trzeba cos zrobić, aby poprawić sytuację. Ale oczywiście sytuacja, w której otrzymujemy taką informacje, jest z założenia niekorzystna. Sam ból także nie jest korzystny – korzystne jest to, że stymuluje nas do działania na rzecz poprawy stanu.

  4. "Niszczy osobę nienawidzącą, odbiera radość życia, sprawia, że człowiek staje się zgorzkniały. Przynajmniej mnie się tak wydaje." Mnie się tak samo wydaje. Dlatego postuluję usuwanie jej przyczyn, jako najskuteczniejszą metodę pozbywania się nienawiści.

  5. "Jeżeli zaś idzie o ludzi wierzących i o to, czy łatwiej jest im krytykować nienawiść..." Jeśli to (krytyka) wynika, z tego, co napisałem, to nie wiem – jak.

  6. "Poza tym, nie wydaje mi się, żeby człowiekowi wierzącemu było łatwiej "rezygnować z nienawiści" niż tym, którzy po prostu kierują się jakimiś zasadami moralnymi czy etycznymi." Oczywiście. Tu wiele zależy od temperamentu, wychowania i w ogóle od konkretnego przypadku. Mnie chodziło tylko o to, że ludzie wierzący mają możliwość (by tak powiedzieć) „odłożenia sprawy do wyjaśnienia na Sądzie Ostatecznym”, kiedy to wszystkie krzywdy zostaną wyrównane, zaś ateiści są tej możliwości pozbawieni.

  7. "Nie wiem jak o było z odczuciami Polaków w stosunku do okupujących kraj Niemców." Ja też nie wiem dokładnie i myślę, że trafnie naświetlasz sytuację. Mnie szło po prostu o tak zwany „syndrom działania”. Kiedy już ktoś zdecyduje się na walkę – nie powinien się wahać, bo to zmniejsza jego szanse. Zaś nienawiść sprowadza właśnie taką „skuteczną ślepotę”.

  8. "A nienawiść rodzi nienawiść." Zauważ, że dokładnie w takim samym stopniu, w jakim wierzysz w to napisane przez Ciebie zdanie – przyznajesz, że chrześcijanie nie stosują się do zasady nadstawiania drugiego policzka.

  9. "To, że dzieci kłócą się o suchy patyk nie ma nic wspólnego z nienawiścią." Dzieci, oczywiście mają inną mechanikę uczuć niż dorośli (szybciej się tam wszytko zmienia), ale sądzę, że w tym momencie czuły do siebie jakąś nienawiść. Wrzeszczały, płakały, szarpały się ze sobą i, gdyby nie moja interwencja, doszłoby pewnie do bijatyki.

  10. "Ciekawe czy zareagowałyby równie spokojnie, gdyby przedmiotem kłótni był znaleziony banknot 200 złotowy." Te dzieci, w tym wypadku – tak (w ich wieku patyk był ważniejszy). Natomiast znam sporo przypadków wygaśnięcia nienawiści po usunięciu jej przyczyny wśród dorosłych. Zresztą podałem też przykłady.

Mam nadzieję, że przynajmniej część wątpliwości wyjaśniłem. Jeśli coś pozostało – jestem do dyspozycji.

Pozdrowienia,

Marek Czeszek.


Szanowny Panie Redaktorze,

Chciałabym jeszcze wyjaśnić kilka kwestii :-)

Gorąco pozdrawiam,

Agniesia


Droga Agnieszko,

Ponieważ napisałem, że jestem do dyspozycji – bez ociągania wyjaśniam:

Pozdrowienia,

Marek Czeszek.


[mc]