ESEJ - zawiera esej (lub eseje) dotyczące przeważnie tematu miesiąca.








Douglas R. Hofstadter.


O LICZBOWYM LETARGU (VI).

Pokrewne tym rozważaniom o olbrzymich ilościach cyfr, lecz bardziej namacalne są obliczenia znanej stałej – pi. Ile cyfr zostało do chwili obecnej obliczonych przez maszyny? Odpowiedź (o ile wiem) brzmi – milion [pisane w maju 1982 roku – M.C.]. Zrobiono to kilka lat temu we Francji a ten milion cyfr wypełnia całą książkę. Ile z tego miliona może być zachowane w ludzkiej pamięci? Trudno uwierzyć w odpowiedź, ale jest to 20’000 zgodnie z ostatnim wydaniem Księgi Rekordów Guinessa. Ja sam, będąc jeszcze nieco zwariowanym studentem nauczyłem się kiedyś 380 cyfr. Moją nigdy nie zrealizowaną ambicją było osiągnięcie punktu 762 cyfr rozwinięcia dziesiętnego, gdzie znajduje się „999999”, wtedy mógłbym, recytując to głośno, dojść do tych dziewiątek i obłudnie powiedzieć „i tak dalej!”. Później spotkałem kilka innych osób, które mnie prześcignęły (choć żadna z nich nie osiągnęła tego ciągu dziewiątek). Wszyscyśmy zapomnieli większość tego, cośmy wcześniej potrafili, lecz przynajmniej pierwszą setkę pamiętaliśmy solidnie i od czasu do czasu recytowaliśmy ją unisono – raczej ezoteryczna przyjemność.

A co powiedzielibyście, gdyby wam oświadczono, że ktoś nauczył się na pamięć całej książki z milionem cyfr pi? Ja odrzuciłbym taką enuncjację od ręki. Jeden z moich studentów powiedział mi kiedyś, całkiem serio, że Jerry Lucas (koszykarz i ekspert w dziedzinie kształcenia pamięci) zna całą książkę telefoniczna Manhattanu na pamięć. To dobry przykład na to, jak „nieudolność liczbowa” rodzi łatwowierność. Czy potraficie sobie wyobrazić, jakim wymaganiem jest nauczenie się spisu telefonów Manhattanu? Dla mnie wyglądałoby to na odległe o dwa rzędy wielkości od wiarygodności. Nauczenie się jednej strony wygląda już niewiarygodnie trudno. Nauczenie się dziesięciu stron jest już raczej poza granicą, w którą mógłbym uwierzyć. Nawiasem mówiąc, nauczenie się całej Biblii na pamięć (o czym kiedyś przypadkowo ktoś mi mówił) wygląda mi mniej więcej na równoważne z nauczeniem się dziesięciu stron książki telefonicznej, a to ze względu na wysoką nadmiarowość języka pisanego i regularność zdarzeń w rzeczywistym świecie. Ale żeby nauczyć się 1500 gęsto zadrukowanych stron numerów telefonów, adresów i imion – to jest już zupełnie poza granicami wiarygodności.

(cdn.)







Roger–Pol Droit.


W MYŚLACH ZABIJAĆ LUDZI.

Czas trwania: 15 – 20 minut.
Materiały: żadne.
Efekt: przynoszący ulgę.

Z punku widzenia obyczajów zakaz popełniania zabójstw nie jest złą rzeczą. Niemniej jednak niewygody tej sytuacji są znaczne, zważywszy na wielką liczbę podłości i niedorzeczności, które wciąż mnożą się bez żadnego ryzyka. Jeśli więc jesteś wściekły na jakiegoś idiotę złośliwca, na kogoś z gruntu złego lub okropnego – nie krępuj się, spróbuj sobie jasno i wyraźnie wyobrazić zamordowanie go.

Ustal moment, miejsce, metodę (broń, plan działania). Wybierz konkretną opcję: morderstwo, którego będziesz sprawcą lub jedynie zleceniodawcą, w twojej obecności czy nie, z torturami czy bez nich, z rozlewem krwi czy bez rozlewu krwi. Wyobraź sobie różne sceny z najdrobniejszymi detalami. Nie zapomnij o tym, co zrobisz ze zwłokami. Ozdabiaj, dopieszczaj, ożywiaj swój plan, niech nie przeszkadzają ci życzliwość i wątpliwości. Odważ się na zachowanie przerażające, na straszliwe katusze, na wszelkie okropności. Spróbuj myśleć o zabójstwach z satysfakcją i długo się nimi cieszyć.

Nie obawiaj się wyzwolenia najgorszych instynktów, które mogłyby cię rychło sprowadzić na drogę występku. Z faktu, że zabijasz w myślach bliźniego, nie wynika, że staniesz się kryminalistą. Wprost przeciwnie. Im mocniej, bez najmniejszego zażenowania, czy poczucia winy zaakceptujesz tę prywatną przyjemność, tym łatwiej przyjdzie ci, po dobrej zemście w wyobraźni, zaakceptować – jak się należy – fundamentalne prawo sąsiada, ciągle całkiem żywego, do życia i do nietykalności cielesnej. Gnojek…







Roger–Pol Droit.


WYMYŚLAĆ TYTYUŁY WIADOMOŚCI.

Czas trwania: około 15 minut.
Materiały: papier, ołówek.
Efekt: łagodzący.

Trzymasz się z dala od wszystkiego. To się zdarza. Bez radia, bez telefonu. Bez codziennej gazety, bez telewizji. A przecież potrzebujesz swojej porcji wiadomości. Zdaniem specjalistów uzależnienie od wiadomości przybiera mniej lub bardziej ostre formy. Jedni muszą sobie wstrzyknąć dawkę informacji kilka razy dziennie. Inni wytrzymują z porcją otrzymywaną tylko rano i wieczorem. Tytuły przyjmuje się jak tabletki, rozpuszczone w jakimś przedstawieniu, lub bezpośrednio na ekranie, Możesz się podłączyć przez faks, „emalie”, przez kliknięcie.

Tym razem pozbawiono Cię wszystkiego. Żadnej maszyny w pobliżu, Żadnego towarzystwa na wyciągnięcie ręki. A jednak będziesz musiał sobie poradzić. Wymyślisz tytuły. Że nikt ci ich nie prześle? Cóż, znajdziesz je, spokojna głowa! Zobaczysz, to nic trudnego. W polityce wewnętrznej masz wybór pomiędzy dymisja jakiegoś ministra, podjęciem nowych kroków w celu (w zależności od twojego humoru kroki dotyczą systemu podatkowego, edukacji, transportu, ochrony środowiska), skandalem, jakimś kompromisem, polemika oficjalna wizytą. W polityce zagranicznej wybierasz między wojną zamachem stanu, zebraniem ekspertów (poświęconym kwestiom monetarnym, handlowi elektronicznemu lub rybołówstwu), walka terroryzmem albo trzęsieniem ziemi, pożarem, powodzią.

Nie zapomnij o kilku nowinkach naukowych: krok naprzód w klonowaniu ludzi, odkrycie handlu organami, nowy nośnik do przechowywania danych. Okraś wiadomości, jeśli masz na to ochotę, plotkami z życia salonów: rozwód gwiazdy filmowej, dwa książęce małżeństwa, lider grupy rockowej zatrzymany za przekroczenie dozwolonej prędkości.

I ostatnie uzupełnienia, dział „różne”: gwałt w pobliskiej miejscowości, zabójstwao na przedmieściu, wypadek autokarowy na krajowej „siódemce”. I tyle. Masz w zasadzie to, czego potrzebujesz – z małymi wyjątkami. Ale, oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie dalszej twórczości. Jakaś mała pogodynka, garść danych giełdowych, wyniki totolotka, jeśli dostrzegasz pewne niedociągnięcia w tym streszczeniu, to pomyśl o jakiejś śmierci, jakimś polityku z pierwszego planu, literackim Noblu, znanym filmowcu i jego retrospektywie, pochlebnych recenzjach i dodatku historycznym.

Wypełnienie braku nie stanowi celu tego doświadczenia. Musisz sobie uświadomić, jak bardzo powtarzalny jest strumień informacji, ciągle naśladujący sam siebie, Żadnego postępu, żadnych nowości. Nadzwyczajna łatwość, z jaką można produkować pseudoaktualności, potwierdza, że nowości są sprawami najmniej nowymi z możliwych. Bezkońca opisują ludzka niedolę. Dla udekorowania tych przekazów, samych w sobie pozbawionych wszelkiej atrakcyjności, podkreśla się ich niesłychana świeżość. Być może, jeśli powtórzysz to doświadczenie do czasu do czasu, uda ci się spostrzec, że te tony informacji nie maja żadnego znaczenia, są prawie nierealne. Czy to jest informacja?

[mc]