Od redaktora...

„The wolrd is gigantic, no question about it.”

Tak napisał w swoim eseju „On number numbness” (którego pierwszy odcinek zamieszczam w tym numerze) Douglas R. Hofstadter i trudno się z tym nie zgodzić. Więcej nawet – chcemy, czy nie – musimy z tym faktem żyć i jakoś sobie z nim radzić, a poradzić sobie niełatwo, bo są na tym świecie rzeczy tak gigantyczne, że filozofom się nie śniło. Poświęcam zatem majowy numer ilości, mnogości, bardzo wielkim i bardzo małym liczbom, głównie zaś wielkiej ilości ludzi i ich produktów, oraz temu co się z tym (dla mnie) wiąże.

Dlaczego wielkie liczby są czymś moim zdaniem tak istotnym? Dlatego, że choć trudno je sobie dobrze uzmysłowić, wpływają one silnie (choć nie zawsze w oczywisty sposób!) na nasze życie.

Jeśli zechcę, mogę sobie bez trudu wyobrazić jakiś przedmiot, czyjąś twarz lub postać, jakiś krajobraz. Kiedy jednak coś przekracza skalę moich doznań zmysłowych pojawiają się kłopoty. Czy mogę sobie wyobrazić bakterię? Niby tak, ale będzie to raczej przypomnienie jakiegoś rysunku z książki, lub może obraz bakterii widziany w okularze mikroskopu, a że bakterie mogą wpłynąć na moje życie, miałem, niestety, już okazją parę razy się o tym przekonać. Czy mogę sobie wyobrazić kwark, odległość Plancka? Owszem, da się to przedstawić liczbą, ale czy to jest naprawdę wyobrażenie tych bytów? Idąc w przeciwnym kierunku – mogę sobie wyobrazić widok z mojego okna, znany krajobraz górski, ale czy mogę sobie wyobrazić Mazowsze, kulę ziemską, galaktykę, wszechświat? Raczej nie. Znowu pewnie pojawią się rysunki z książek, mapy, wspomnienia z wykładów etc. Podobnie z liczbami. Jednym rzutem oka mogę ocenić (bez liczenia), czy na stoliku stoją trzy, czy cztery filiżanki herbaty. Był ponoć w Austrii fenomenalny rachmistrz, który potrafił błyskawicznie podać dokładną liczbę owiec na łące (były to liczby rzędu trzydziestu, czterdziestu). Mogę spróbować rozsądnie oszacować ile tysięcy osób zebrało się na placu. Ale sześć milardów (nie spierajmy się o głupie parę milionów) moich bliźnich na tym łez padole – to już przekracza moje możliwości.

W to, że trudno sobie wielkie liczby wyobrazić każdy uwierzy i bez powyższego wywodu, ale w to, że wpływają na nasze życie… Jeden tylko przykład. Wyobraźmy sobie długi sznur samochodów jadących zatłoczoną szosą w równych odstępach i z dozwoloną prędkością. Jeśli pierwszy musi z jakiegoś powodu zahamować, następny spóźni się z hamowaniem o czas reakcji kierowcy. Te małe opóźnienia będą się kumulować i wreszcie dalsze samochody zaczną wpadać na siebie – nazywa się to „falą hamowania”. Opis zjawiska nieco uprościłem, ale inżynierom ruchu drogowego znane są rzeczywiste wypadki z tego właśnie powodu. Co ważne – każdy kierowca może prowadzić nienagannie – przyczyną wypadku staje się tu po prostu zbyt duża ilość samochodów.

I jeszcze jedno – najważniejsze. Nie idzie mi o żarty, ani ciekawostki, a przynajmniej nie tylko. Wielkie liczby to rzecz często groźna. Bardzo często, bardzo groźna. Ich grozę, moim zdaniem, najlepiej ujmuje powiedzenie:

„Śmierć jednego człowieka – to tragedia, śmierć tysiąca ludzi – to fakt statystyczny”.