OD RZECZY - Dziwolągi, kurioza, żarty... Krótko mówiąc - gabinet osobliwości. Dział o charakterze rekreacyjnym.

Kto zechce – może odwiedzić stronę: http://de.weather.yahoo.com/temp.html i znaleźć tam to, o czym poniżej. Jest to strona przeglądarki Yahoo poświecona pogodzie. Zawiera ona bardzo praktyczną rzecz, a mianowicie przelicznik stopni Celsiusza na stopnie Fahrenheita i odwrotnie – taki mały kalkulatorek.

Wpisujemy więc doń na przykład 20°C i dowiadujemy się, że to odpowiada 68 stopniom w skali Fahrenheita.

Jak dotąd – znakomicie. Próbujemy zatem dalej. Na przykład odwrotnie: 68°F to 20°C. Wszystko, jak na razie, w najlepszym porządku.

Temperatura ciała ludzkiego – 36,6°C to 98,6° F. Dalej nieźle.

Spróbujmy więc trochę dokładniej: 36,000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’1°C – to także 98,6°F. O, tu już kiepściutko z precyzją. Tylko jedna cyfra po przecinku?!

No, dobrze. Nie czepiajmy się zanadto. Spróbujmy czegoś mocniejszego, na przykład z kosmologii. Temperatura wnętrza naszego słoneczka wynosi około 15’700’000°C, czyli 28260032°F (warto zapamiętać ;-).

No to może jeszcze trochę podgrzać? Proszę bardzo!
100’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’00’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000°C to 1.8e+106°F (tutaj nasz pogodowy kalkulatorek pięknie przeszedł sam z siebie na notacje wykładniczą – brawo!).

No, to zachęceni sukcesem – podgrzejmy jeszcze trochę:
1’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000’000 to... „Inf Grad Fahrenheit”. O, nie! Tylko nie to! Jedynka z 699 zerami (proszę sprawdzić – kto ruszy głową – nie musi liczyć!) to wprawdzie sporo, ale to nie jest „nieskończona” ilość stopni Fahrenheita, proszę szanownego kalkulatorka (i jego autorka… lub autorki)!

No, to w takim razie – spróbujmy czegoś dla ochłody. Punkt potrójny wody (0,01°C) to 32°F. Niezbyt dokładnie, ale i tak wiadomo, że trzeba założyć ciepły sweter, zwłaszcza, że jako następny testujemy punkt potrójny wodoru. O! Tu już nie ma żartów! Naprawdę mroźno: –259.3476°C to –434.8°F. Zbliżamy się do zera absolutnego czyli –273,16°C, co oczywiście (!) równa się –523.4 stopniom Fahrenheita.

I tu… clou!

Jednym zgrabnym skokiem przekraczamy zero absolutne (w dół!!) i dowiadujemy się na przykład, że –1000°C to –1768° Fahrenheita. Uzbrojeni w tę wiadomość dziarskim krokiem pospieszamy do Sztokholmu po nagrodę Nobla z fizyki!

P.S. Co mi się osobiście wydaje najbardziej bodaj kuriozalne – to psychologia autora programu. Przeliczanie stopni Celsjusza na Fahrenheita wykonuje się według wzoru: t[°F]=9/5*t[°C]+32. Nie jest ten wzór szczególnie skomplikowany, ale trzeba pewnie jakąś tam linijkę, (czy dwie) programu napisać. Wątpię, aby nawet zawodowy informatyk miał ten wzór w głowie – musiał więc pewnie gdzieś tam zajrzeć do książki i poszukać. Jeśli więc zadał sobie tyle trudu, to dlaczego nie pomyślał o jeszcze jednej linijce blokującej propozycje poniżej 0°K? Oczywiście – takiej pogody nie będzie. Nawet jeżeli zgotujemy sobie jakieś atomowe piekło, to następujaca po nim „nuklearna zima” ochłodzi nam klimat o marne kilkadziesiąt stopni Celsjusza. Ale ja bym tam jednak napisał. A może to tylko mój chory mózg perfekcjonisty…?