Od redaktora...

Żartobliwy nieco temat miesiąca, a i w ogóle charakter tego numeru, wybrałem ze względu na przypadający na dzień ukazania się gazety – prima aprilis. W rzeczy samej jest tu nieco tekstów zabawnych, choć groteska, jak to często bywa, wcale niekoniecznie oznacza, że autorowi naprawdę jest do śmiechu. Nawiasem mówiąc większość znanych satyryków i humorystów była podobno w życiu ludźmi raczej niezbyt skłonnymi do wesołości, by nie rzec – ponurymi śledziennikami

Zapewne to, co się w tym numerze znajduje, jest parodią, wyolbrzymieniem, deformacją – takie jest prawo groteski. Ale nawet wtedy – ziarno prawdy (wcale spore!) w tym tkwi.

Główne zaś, poważne, pytanie na jakie próbuję odpowiedzieć, brzmi chyba jakoś tak: „Co się właściwie stało, że to, co w intencji wspaniałe – przeradza się w swą własną karykaturę?”.

Za temat wziąłem sobie muzykę, bo z tym miałem dużo do czynienia, ale Czytelnik podstawi sobie, co zechce. Lekarz – medycynę, prawnik – sprawiedliwość, referent firmy ubezpieczeniowej… matematykę.

I jeszcze jedno – numer ten przygotowywałem wcale nie mniej starannie niż inne, a może nawet i bardziej; miałem bowiem ciągle w głowie mądre powiedzonko, że „człowieka poznajemy nie po tym, dlaczego płacze, ale po tym, dlaczego się śmieje”.

Dobrej zabawy.







P.S. Uważny Czytelnik dostrzeże być może luki w numeracji moich „Rozmów z krasnoludkiem” i eksponatów w „Galerii osobliwości”. Wynikają one z zamieszczenia niektórych tekstów w poprzednich numerach – nie chciałem więc ich zbędnie powtarzać.